Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Kawiarnia Galeria. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Kawiarnia Galeria. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 12 grudnia 2013

Kawiarnia Galeria, Gdańsk, ul. Piwna










Kawiarnia Galeria, Gdańsk, ul. Piwna 

Najmłodszy kawiarniany lokal w Gdańsku, wystartował w październiku tego roku w niegdysiejszej galerii plastycznej (niespecjalnie aktywnej). Każde nowe miejsce budzi ciekawość, ale nowa kawiarnia w takim punkcie (ul. Piwna, najściślejsze centrum Gdańska) i takim sąsiedztwie (Pikawa dosłownie po drugiej stronie ulicy, Retro prawie obok) to temat arcyinteresujący: czym zawalczą z konkurencją? Jak odnajdą się w tzw. strefie prestiżu (czytaj: jak zarobią na horrendalny czynsz?)? Jaka będzie specyfika i tożsamość tego miejsca, które bądź co bądź musi wypracować jakąś własną, swoistą ofertę, tzn. skusić ku sobie gości i skłonić do kolejnych odwiedzin.

Jesteśmy naiwni sądząc, że założyciele Galerii takie pytania rozważyli. Więcej, oni ich w ogóle sobie nie zadali. Galeria to taka Mała Czarna bis. Bez pomysłu. Bez smaku. Bez sensu.


fot. Cafe Brzytfa

fot. Cafe Brzytfa
fot. Cafe Brzytfa
Kawiarnia obwołała się Galerią, a to zobowiązuje. Trudno jednak pomyśleć o niej jako o galerii. Owszem, są obrazy na ścianach, ale kompletnie brak klimatu galerii. Obrazy są wyłącznie dekoracją ścian, nie tworzą ducha miejsca. Przeciwnie, tracą charakter, zostają sprowadzone do podrzędnej roli wypełniacza pustki tego lokalu. Obsługująca młoda pani, choć bardzo miła, nie jest w stanie udzielić jakiejkolwiek informacji na temat ekspozycji plastycznej.

fot. Cafe Brzytfa
Wnętrze Galerii jest nieokreślone. Taka hybryda starego wnętrza (wysokie sufity, antresola) z brakiem dekoracyjnej inwencji. Krzesełka z metra, takież stoliki. Wszystko ujednolicone, nie ma bibelotów. W Galerii wszystko jest nowe, nowością pachną stoliki, krzesełka, drzwi, ściany. Nie czuć zapachów kawy ani herbaty. Nie jest smacznie: ani na oko, ani na nos. A jednak to miejsce prowokuje pewną wiązkę skojarzeń. Mam silne wrażenie wycieczki w czasie: oto jestem w lokalu z wczesnych lat dziewięćdziesiątych (końca lat osiemdziesiątych), jasne, że upudrowanym, ale tak właśnie po postpeerelowsku kostycznym i niewyszukanym. Piękny cytat z menu, wytłuszczony i odznaczony czerwienią: „O asortyment prosimy zapytać obsługę”. Nieciekawa i banalna oferta kulinarna w karcie menu, pretensjonalnie okraszona Breughlem i Boticellim.

fot. Cafe Brzytfa
Jest witrynka chłodnicza. Cieszmy się, bo widać, czego nie zamawiać. Standard przemysłowo-cukierniczy: fatalny ersatz tiramisu, zakalcowaty sernik, bułowata szarlotka z bardzo powściągliwym użyciem jabłek. Decydujemy się na jedyne ciasto, które ma być wypiekiem domowym – sernik, który nie jest jednak eksponowany w witrynie. Ciasto okazuje się co najwyżej poprawne, a dokładnie to masa sernikowa, bo polewy i spodu nie przystoi zaliczyć do jadalnych. Półkruchy spód jest margarynowy i skandalicznie gryzie w język ze względu na wysoką zawartość kwaśnych węglanów. Polewa, niby czekoladowa, w degustacji okazuje się mdłym czekoladopodobnym  wyrobem, kojarzącym się z peerelowską tabliczką Mela („wyrób z masy tłustej”).

A vis a vis podają taką pyszną paschę z mięciutką i maślaną polewą z gorzkiej czekolady!

Kawiarnia Galeria to kuriozalne miejsce. Wykluwając się tuż pod bokiem Pikawy, ma do zaproponowania przemysłowe ciasta na żenująco niskim poziomie. Założycielom Galerii należy się dwója z wykrzyknikiem: nie odrobili lekcji, nie zadali sobie najmniejszego trudu, żeby zorientować się w ofercie konkurencji i na tej podstawie przedstawić jakąś własną sensowną koncepcję. Pomysł na kawiarnię to coś znacznie więcej niż tylko parę obrazów na ścianach i porcelanowa zastawa z logotypem miejsca. Ile jeszcze pieniędzy musi polecieć w błoto na kompletnie nieprzemyślane projekty?

Chcielibyśmy móc kibicować Galerii, bo zależy nam, aby w Gdańsku fajnych miejsc było jak najwięcej. Ale przez „fajne miejsce” rozumiemy coś zdecydowanie więcej niż właściciele Galerii. Szkoda, bo na ładnej ulicy i w sympatycznym otoczeniu wykluło się coś niestety niewydarzonego, czemu nie wróżymy nie tylko świetlanej, ale w ogóle jakiejkolwiek przyszłości.

fot. Cafe Brzytfa
. P.S. Kibelek na śmieci z toalety: jak dotąd nie udało się jeszcze zdjąć naklejonych etykiet :)